efte

 

Etyczna konsumpcja, czyli sprzeczność wewnętrzna,  GW

Page history last edited by werutek 2 yrs ago

Etyczna konsumpcja, czyli sprzeczność wewnętrzna

Agnieszka Mitraszewska

2006-12-10, ostatnia aktualizacja 2006-12-10 19:23

Przegląd światowej prasy ekonomicznej

Czy można zmienić świat, kupując wybrane produkty? Konsumenci w krajach rozwiniętych coraz więcej pieniędzy wydają na towary reklamowane jako "etyczne". To szerokie pojęcie może oznaczać zarówno zdrową, lokalnie wyprodukowaną żywność, jak i towary pochodzące z zagranicy, za które producenci otrzymują godziwą zapłatę. Powstało wiele organizacji i fundacji zajmujących się promowaniem etyki konsumenckiej. Z najnowszych badań wynika, że w Wielkiej Brytanii konsumenci wydają więcej na etyczne towary i usługi niż na papierosy i alkohol. Łącznie wydali na "zielone" produkty o 11 proc. więcej niż w 2005 roku, co odzwierciedla rosnącą troskę o własne zdrowie, ochronę środowiska naturalnego i prawa człowieka.

 

Wielkie marki przejmują mniejsze firmy o zielonym wizerunku lub same wprowadzają na rynek produkty oznaczone jako organiczne, lokalnie wyprodukowane bądź opatrzone znaczkiem Fairtrade przyznawanym przez fundację o tej samej nazwie.

 

Brytyjski dziennik "The Guardian" zastanawia się jednak, co to tak naprawdę oznacza, gdy wielki międzynarodowy koncern mówi o etyce. I czy powinniśmy wierzyć firmom, które usiłują być "bardziej zielone i organiczne" niż ich rywale? Rosnący w siłę trend rynkowy cieszy organizacje ochrony środowiska i praw człowieka, lecz wielu sceptyków nie ma wątpliwości co do czysto kosmetycznej natury zabiegów wokół etycznego wizerunku marek.

 

Obecnie światowy rynek zdrowej żywności wart jest 13 mld funtów i cały czas rośnie, a sprzedaż towarów ze znaczkiem Fairtrade wzrosła w ciągu ostatnich pięciu lat o 50 proc. W Wielkiej Brytanii aż 99 proc. firm notowanych na londyńskiej giełdzie może się pochwalić jakimś programem etycznym.

 

Jeden z uczestników konferencji poświęconej temu tematowi w listopadzie powiedział, że sytuacja przypomina mu świat z "1984" Orwella, gdyż koncerny zaczęły używać języka swoich przeciwników i w ten sposób pozbawiły ich oręża.

 

Rzeczywiście trudno oprzeć się temu wrażeniu, gdy czytamy na przykład, że firma Levi's wprowadziła na rynek ekologiczne dżinsy. Wiceprezes firmy Geert Peeters poinformował, że nie tylko materiał został wyprodukowany z zachowaniem troski o ochronę środowiska, ale i cały proces produkcji spodni poddany został temu kryterium. Guzik zrobiono z kokosa, a barwnik indygo z krochmalu ziemniaczanego, kwiatów mimozy i mydła marsylskiego. Teraz możemy już kupować niepotrzebne rzeczy bez wyrzutów sumienia.

 

Niestety, to nie jest takie proste, pisze "The Economist". Istnieją powody, by podważyć trzy najczęściej spotykane na metkach etyczne powody do dumy: organiczne wytwarzanie, lokalną produkcję i certyfikat Fairtrade.

 

Osoby, które chcą uczynić świat lepszym, nie dokonają tego poprzez zakupy. Ratowanie planety wymaga trochę większych poświęceń.

 

Organicznie wyprodukowana żywność, czyli taka, przy produkcji której nie użyto chemicznych pestycydów ani nawozów sztucznych, uważana jest powszechnie za przyjaźniejszą środowisku naturalnemu niż żywność pochodząca z tradycyjnych intensywnych upraw. To zależy, co uznać za sprzyjanie środowisku. Rolnictwo jako takie jest bowiem szkodliwe dla środowiska naturalnego. Odkąd ludzkość zajęła się uprawą roli, czyli od jakichś 11 tys. lat, postępowała deforestacja naszej planety na olbrzymią skalę. Odkąd w latach 60. wprowadzono jednak do powszechnego użycia nawozy sztuczne i pestycydy, potroiły się plony, a areał ziemi rolnej zwiększył się bardzo nieznacznie. Metody uprawy organicznej polegające na płodozmianie, nawozach naturalnych i kompostowaniu są znacznie mniej wydajne. Wyprodukowanie tej samej ilości żywności co obecnie zgodnie z ich zasadami wymagałoby kilkakrotnie większego areału ziemi. Dla lasów tropikalnych nie zostałoby więc zbyt wiele miejsca.

 

Przyznawanie certyfikatów Fairtrade ma pomóc ubogim rolnikom osiągać godziwy zysk. Produkty tak oznaczone są zwykle droższe od innych, dzięki czemu rolnik otrzymuje rodzaj dotacji. Przez sztuczne podnoszenie cen zachęcamy rolników do produkcji właśnie tych towarów, a nie innych, co z czasem prowadzi do zwiększonej podaży, która skutkuje obniżką cen skupu. Tym sposobem doprowadzamy do całkowicie przeciwnej sytuacji niż zamierzona. Ponadto jedynie niewielka część wyższej ceny detalicznej ląduje w kieszeni rolnika, większość dodatkowego zysku zabiera sprzedawca. Zdaniem "The Economist" marka Fairtrade daje nam dość nieuzasadnione poczucie zadowolenia z siebie.

 

Cele ruchu etycznej konsumpcji - podkreśla brytyjski tygodnik - ochrona środowiska, pobudzenie rozwoju i wyrównanie dysproporcji ekonomicznych na świecie, są ze wszech miar godne poparcia. Jedynie podjęte środki zupełnie nie dorastają do rangi problemu. Potrzebne są działania rządów, a nie konsumentów, w postaci światowego podatku od emisji dwutlenku węgla, reformy systemu światowego handlu, zniesienia ceł i dotacji na towary rolne.

 

A więc - radzi "The Guardian" - jako konsumenci, zamiast biec do sklepu po kolejną parę niekoniecznie potrzebnych, ale za to ekologicznych dżinsów, spróbujmy stworzyć własną ekologiczną szafę dzięki przeróbkom i dłuższemu korzystaniu z posiadanej garderoby. Kupując mniej, przy okazji przyczynimy się też do zmniejszenia problemu odpadów.

Comments (0)

You don't have permission to comment on this page.